niedziela, 27 grudnia 2015

Ból istnienia

Śmierć. Jest mi tak bliska, a jednocześnie tak daleka. Czy jest wyjściem z sytuacji? Czy pozwoli mi pozbyć się zranienia – braku celu? Czy moja dusza odnajdzie spokój? Tutaj nie potrafię żyć. Choć prosiłem Boga, błagałem go o olśnienie, o pomoc, o inspk wiele, ale nie potrafię. To żałosne. Niezdolność do czynu. Chcę im pomóc. Chcę być kimś dla ojczyzny. A może nie chcę? Może po prostu potrzebuję… Nie wiem. Nie wiem czego. Nie wiem  po co. Nie wiem.
Myślę, że to już koniec. Dziwnie tak zaczynać od końca, ale nie potrafię dalej żyć. Po co w ogóle zaczynam pisać? Nie wiem. Przecież mówiłem już, że nie wiem! Nikt mnie nie rozumie. Oni próbują mi pomóc, ale nie potrafią. To zbyt wiele. I do tego jeszcze ona. Laura. Tak piękna. Tak delikatna. Tak odległa. Każde pełne miłości spojrzenie, które jej posyłam trafia w pustkę. To kolejny cios. Zbyt silny. Nie podniosę się. Ona nie kocha nie tak jak bym tego pragną i obawiam się, że nigdy nie będzie…
 Czy to nie kolejny powód, aby odejść?
Myślę, że tak. Myślę, że już mi wystarczy. Więcej nie znioirację…. On pozostawał głuchy na moje prośby. Czy to zbyt wiele? Nie potrafię sam sobie z tym poradzić. Potrzebuję Jego wsparcia. Została mi tylko pusta. I ten ból. Ból istnienia. Nie pozwala mi się poruszać, oddychać, myśleć - funkcjonować. Na każdym kroku to czuję. Chcę zrobić tasę.
To koniec.


1 komentarz: